Wandzie Zofii

Głosów: 5

Codzienność jest wystrzelona

w nas
jak pocisk

przeszywa tkanki
rozbija arterie pulsujących miast

zawieszona w gęstym galaretowatym sosie z czasu

stawianie nóg na ziemi obok łóżka
jest czynnością niemalże heroiczną

musimy nosić ze wszystkimi gradient szarości dni

ten straszny listopad jest we mnie do dziś

w mojej głowie co rusz startują i lądują samoloty
a Ty umierasz na szpitalnym łóżku

sama

ja bezsilny

opuszkiem palców dotykam Twojej dłoni
w myślach licząc Twoje oddechy

żelazna brama zamyka się na mojej klatce piersiowej

ideo dobra
zamknięta w ludzkim ciele

zajmujesz lożę honorową we mnie na zawsze.

Komentarze

Radosław Łucarz 29 paź 2012, 23:26

lodowata historia, lubię takie wiersze